Euro 2012

El santo Iker Casillas!

Euro, Euro i po Euro. Generalnie chyba turniej się udał, nie wiem jak było z organizacją, bo nie było mnie wtedy w Polsce (poza meczem z Grekami), ale piłkarsko ja jestem zadowolony. Gratulacje dla Hiszpanii, nie doceniłem ich, myślałem, że nie wystarczy im motywacji. Bilans bramek 14-1 i demolka Squadra Azzurra w finale, nie pozostawiają wątpliwości, która drużyna była najlepsza. Przeceniłem Anglików i Niemców. Pierwszym zabrakło trenera, może gdyby został nim Harry Redknapp, to Trzy Lwy miałby ostrzejsze pazury. Drugim, doświadczenia, bo wszystko inne mieli. Włosi w półfinale wykazali się większym sprytem i dojrzałością, no i Mario Balotelli miał wtedy swój dzień. Ronaldo jak zwykle spalił się w ważnym momencie i nie był w stanie poprowadzić swojej drużyny do zwycięstwa, choć trzeba przyznać, że Portugalia była najbliżej wyeliminowania Hiszpanii. Po za Polską, najbardziej zawiodłem się na Francji, utalentowani zawodnicy, nowy trener (Raymond Domenech, a kysz!), brakuje kogoś z doświadczeniem, który sterowałby grą, takiego Andrea Pirlo. Zawodnik Juventusu był najwięcej znaczącym dla swojej drużyny zawodnikiem w całym turnieju, podawał, strzelał, nadawał tempo, MVP jak dla mnie.

Hiszpanie przeszli do historii, jako pierwsza drużyna, która obroniła mistrzostwo Europy i zdobyła trzy trofea z rzędu. Osobiście cieszę się szczególnie ze względu na Vicente del Bosque i Ikera Casillasa. Pierwszego cenię za czas pracy w Realu, szczególnie, że potraktowano go bardzo niewporządku przy rozwiązywaniu kontraktu. Drugiego za umiejętności i  charakter. Nie ma drugiego tak utytułowanego bramkarza i jeśli kiedykolwiek w historii jakiś portero ma dostać Złotą Piłkę, to właśnie on. Nie będzie lepszego momentu niż ten rok, Messi nic znaczącego nie wygrał, Ronaldo zawiódł na Mistrzostwach Europy, Xavi i Iniesta nie zdobyli mistrzostwa Hiszpanii. Podsumowując – Złota Piłka dla Ikera!

„Your aura is pulsing! Are you in the beyond? I think you are!”

 

Z reprezentacją Polski udało mi się przewidzieć, może nie wynik, ale efekt końcowy (niestety). Pobawię się w medium i spróbuję zgadnąć rozstrzygnięcia  następnych gier EURO 2012 :)

Ćwierćfinały:

1. Czechy – Portugalia – wygrywa Portugalia. Krystyna nie podaje, a  jak nie podaje to jego drużyna wygrywa. No i strzela kolejne 2 bramki.

2. Niemcy – Grecja – zdecydowanie wygrywają Niemcy, mszcząc się za kryzys.

3. Hiszpania – Francja – wygrywa Hiszpania po nudnym jak falki w oleju meczu.

4. Anglia – Włochy – wygrywa Anglia, by było ciekawej to w karnych.

Półfinały:

5. Portugalia – Hiszpania – wygrywa Portugalia,  Krystyna w gazie, status quo z Primera Division podtrzymane ;)

6. Anglia – Niemcy – po meczu pełnym walki, jak zwykle wygrywają Niemcy i awansują do finału.

Finał:

7. Portugalia – Niemcy – łzy i złość Krystyny, Niemcy kontrolują spotkanie i zostają Mistrzami Europy.

 

Osobiście, po odpadnięciu Polski, będę kibicował Anglii. Nie wygrali nic od lat, potencjał mają jak zwykle, ale teraz nie ciąży na nich żadna presja. Żałuję, że trafią na Niemców już w półfinale, gdyby mieli się zmierzyć w finale to, kto wie, może „Football wróciłby do domu”.

Oczywiście całe piękno piłki polega na tym, że wszystko się może zdarzyć.

A jakie są Wasze typy?

„Żeby nie było niczego”

Nic się nie stało! Polacy, nic się nie stało!

Wiadomość takiej treści umieściłem wczesnym popołudniem na swoim profilu na Facebooku w dzień meczu z Czechami.

Z dwóch powodów,  racjonalnej oceny szans Polskiej reprezentacji na awans do następnej rundy EURO oraz z przekory w stosunku do wszystkich, którym „piłkoszał” przesłonił zdrowy rozsądek.

Po fartownym remisie z Rosją,  odniosłem wrażenie jakby wszyscy zapomnieli o beznadziejnym meczu z Grecją i już szykowali się na mecz z Niemcami. Im bliżej meczu z Czechami tym bardziej licytowano ile to z nimi wygramy i jak to razem z Rosją przejdziemy do ćwierćfinału. Balonik się pompował, piłkarze zapewniali, jacy to są pewni siebie, Smuda ogłaszał, że już przeszli do historii a większość ludzi planowała jak to będą świętować pewny  awans. Niestety, jeśli odpadnięcie Rosji można traktować, jako niespodziankę to porażkę Polski można było przewidzieć.

Pierwszy mecz z Grecją oglądałem na stadionie i nie ma co się o nim za dużo rozpisywać, bo wszystko już zostało powiedziane, dno. Z Rosją spodziewano się masakry (ja też), a skończyło się remisem. W moim odczuciu szczęśliwym, ponieważ mecz przypominał pojedynek bokserski, w którym walczący wymieniają cios za cios i w każdym momencie może paść nokautujące uderzenie. Rosja zagrała football wygodny dla Polaków, otworzyli się, zostawili dużo przestrzeni, dali miejsce na kontry. Wiadomo było, że Czesi tak nie zagrają, lecz bardziej jak Grecja, pierwszy powód. Polacy byli pod presją i występowali w roli faworyta, stres naszą reprezentację paraliżuje a swobodnie się czują gdy są stawiani na przegranej pozycji, jak z Rosją, drugi powód. Wypowiedzi o pewności siebie, Smuda przechodzący do historii, dzielenie skóry na niedźwiedziu i świętowanie wygranej przed meczem, niemal jak przed Mundialem 2002, trzeci powód. To nie mogło się udać. Jestem z natury optymistą, ale optymizm trzeba budować na racjonalnych fundamentach, w tym przypadku nie było na czym.

Pomimo tego usiadłem o 20.45 przed telewizorem, w koszulce reprezentacji Polski, z nikłą nadzieją, że się mylę. Stawiałem na remis i odpadnięcie z klasą, ale pomimo racjonalnej oceny ciężko zostać obojętnym i nadzieja w sercu się tliła. Niestety, po tym jak Polacy wystrzelali się w pierwszych 30 minutach, przyszła druga połowa, paraliż naszych reprezentantów, bramka Czechów i pa pa Polacy. Było gorzej niż przypuszczałem. Zmiany nic nie dały, nie było sił, chęci walki, taktyki, nic nie było…

Dziś zaczęło się pranie brudów. Błaszczykowski skarży się na Latę, Lato odpowiada w swoim niewyszukanym stylu, dziennikarze zastanawiają się kto będzie następcą Smudy. Zaczyna się Polskie piekiełko, a ja bym chciał by znalazł się ktoś z jajami i zabrał się za uporządkowanie Polskiej piłki. Sposób widzę na to jeden, rozwiązanie PZPN, wywalenie na zbity pysk wszystkich, którzy pełnili tam stanowiska kierownicze i zbudowanie  nowych struktur, z nowymi ludźmi, którzy są po za wszelkimi układami i układzikami. UEFA i FIFA nas zawieszą, trudno, do Mistrzostw Świata w Brazylii z taką grą i tak się nie zakwalifikujemy, a będziemy mieli dwa lata na uzdrowienie sytuacji. Polska piłka jest poważnie chora, chora od środka i budowanie Orlików, otwieranie szkółek Barcelony nic nie pomoże jeśli nie będzie sprawnie funkcjonującego, opartego o przejrzyste zasady Związku. Piłka to w obecnych czasach przemysł i tak samo powinna być zarządzana, jak przedsiębiorstwo, korporacja, której celem jest wyprodukowanie dobrych piłkarzy, klubów, reprezentacji. Jeśli ktoś uważa, że PZPN jest w stanie zreformować się sam jest w błędzie, potrzeba radykalnych i zdecydowanych kroków.

Szkoda w tym wszystkim piłkarzy, bo widać, że podczas meczów EURO starali się jak mogli i to oni najbardziej ucierpią po ewentualnym zawieszeniu, ale jeśli chcemy dożyć sukcesów Polskiej Reprezentacji na miarę tych z 1974 roku to jest to cena, którą warto i trzeba zapłacić.

By nie było tak pogrzebowo, to pochwalić muszę organizację meczu Polska – Grecja, która w moim odczuciu była na piątkę z plusem. Wejście na stadion sprawne, kontrola na bramkach szybka i w miarę dokładna, wyjście i powrót do domu bez problemów. Jeśli podobnie jest na innych stadionach to super.

Dla wszystkich super optymistów…

Którzy po dzisiejszym meczu uważają, że reprezentacja jest dobrze przygotowana na Euro.

Materiał do analizy:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_mecz%C3%B3w_reprezentacji_Andory_w_pi%C5%82ce_no%C5%BCnej#2010

Wnioski wyciągnijcie sami.

Ps. Bramka Lewandowskiego – stadiony świata.